- InformNapalm.org (Polski) - https://informnapalm.org/pl -

„Bałkańska jesień” vs „ruska wiosna” – jak Rosja czepiała się Bałkanów w 2016 roku

W 2016 roku Rosja niespodziewanie aktywnie przypomniała o sobie na bałkańskim froncie dyplomatycznym. Po rozpadzie ZSRR wydawało się, że wszystkie byłe jugosłowiańskie republiki niedługo znajdą się w strefie wpływów Zachodu, lecz ten proces rozciągnął się. Rosjanie nadal próbują odnowić swój wpływ w regionie. Wpływy te wyglądają specyficznie…

Była Jugosławia i orientacja prozachodnia

Najszybciej o swoim prozachodnim kursie poinformowała Słowenia – ekonomiczna lokomotywa byłej Jugosławii, najmniej dotknięta wojną. Prawie od razu poszła drogą integracji europejskiej. W 2004 roku Słowenia wstąpiła do UE i NATO.

Również aktywne prozachodnie stanowisko zajęła Chorwacja – główny geopolityczny przeciwnik względnie prorosyjskiej Serbii. Od 2009 roku kraj jest członkiem NATO, od 2013 – Unii Europejskiej.

Macedonia od grudnia 2005 roku jest kandydatem do UE, lecz jej gospodarka nie dorownuje nawet poziomowi sąsiadów. Na szczycie NATO w Bukareszcie w 2008 roku na drodze Macedończyków do NATO stanęła Grecja, wymagająca zmiany oficjalnej nazwy państwa (przeczytać o tej starej kłótni można tutaj [1]).

Od 2012 roku Serbia jest kandydatem do UE, lecz z akcesją do NATO należy poczekać – w kraju silne są anty-NATOwskie nastroje po bombardowaniach Belgradu.

Czarnogóra dopiero w 2006 roku wyszła z sojuszu celnego z Serbią. Od 2010 roku jest kandydatem do UE, w grudniu 2015 została oficjalnie zaproszona do NATO. Wejście jest kwestią czasu.

Wydawać się mogło, że prawie wszystkie byłe republiki jugosłowiańskie wybrały prozachodnią drogę rozwoju. Chorwacja i Słowenia wyglądały na stracone dla rosyjskich wpływów, przecież oba te kraje już są członkami Unii i NATO, ich gospodarka jest związana z krajami unijnymi.

Jednak Rosja z całych sił próbuje okopać się w uciekających na Zachód pozostałych krajach półwyspu.

Bośnia i Hercegowina

5 października na stronie Reuters [2] pojawił się dziwny artykuł, w którym władze Bośni i Hercegowiny przypominają Rosji o swojej gotowości do negocjacji [3] w sprawie wypłaty części jugosłowiańskich długów ZSRR. Już 22 grudnia na stronie rządu Federacji Rosyjskiej pojawiają się informacje o rychłej zapłacie długu wobec Bośni w wymiarze $125 milionów.

Przede wszystkim chciałbym podkreślić nieprzyjemną wiadomość dla fanów ZSRR: po rozpadzie imperium zła okazało się, że jest winna pieniądze nie tylko swoim ideologicznym wrogom-kapitalistom z Zachodu, lecz także towarzyszom z obozu socjalistycznego. Długi pojawiły się w ostatnich latach istnienia ZSRR, kiedy w związku z niskimi cenami surowców energetycznych dostarczanych do Związku towary nie pokrywały wartości towarów wwożonych do krajów satelitarnych.

Uwaga: W 2003 roku między rządem Rosji [4] a krajami-następcami Jugosławii (Bośnia i Hercegowina, Macedonia, Serbia, Czarnogóra, Słowenia i Chorwacja) podpisano umowę o uregulowaniu długu byłego ZSRR wobec Jugosławii. W jej wyniku Rosja uznała 1,5 mld clearingowych dolarów długu1, byłe republiki jugosłowiańskie uznały 200 mln clearingowych dolarów długu wobec ZSRR. W wyniku wzajemnych wyliczeń Rosja uznała dług w rozmiarze 1 291 900 000 clearingowych dolarów. Clearingowe dolary są walutą fikcyjną, wykorzystywaną we wzajemnych rozliczeniach ZSRR i Jugosławii. Jeden clearingowy dolar był wart 62,5 amerykańskich centów. Końcowa suma długu Rosji wyniosła $807 000 000.

Dług został podzielony między byłymi republikami, Bośnia i Hercegowina otrzymała 15,5% długu – 200 mln clearingowych dolarów, czyli około $ 125 mln.

W 2006 roku, korzystając z wysokich cen na surowce energetyczne Rosja przedterminowo spłaciła dług ZSRR Klubowi Paryskiemu, wydawało się, że temat radzieckich długów został zamknięty. Jednak pozostawały zobowiązania wobec krajów nie należących do Klubu Paryskiego – negocjacje przeciągały się. Wtedy tak jak zachodnim krajom Rosja zwróciła dług „żywymi” pieniędzmi, „Jugosłowianom” próbowała wcisnąć część długu towarami, proces się ciągnął.

Dopiero w 2010 roku Rosja zwróciła dług Słowenii [5] ($129 mln) – część pieniędzmi (35 mln), resztę w postaci statku patrolowego „Swietlak”.

W 2011 roku zostało uregulowane zadłużenie wobec Chorwacji [6] ($185 mln) – część pieniędzmi, część w postaci sprzętu dla ciepłowni „Sisak-S”.

W 2013 roku spłacono dług Serbii [7] ($288 mln) i Czarnogóry [8] ($18 mln).

Dług wobec Macedonii [9] został spłacony dopiero w 2016 roku kosztem budowy gazociągu – podwykonawcą była jedna ze spółek Giennadija Timczenki „Strojtransgaz”.

Natomiast negocjacje z Bośnią i Hercegowiną (BiH) przeciągnęły się, Bośniacy chcieli wypłat pieniężnych. Na drodze wypłaty stanęła kwestia podziału wypłat między członków federacji bośniackiej. Od dawna zauważono, że próby Rosji narzucania Ukrainie federalizacji w jakiejkolwiek formie przypominają rozwiązania problemu bośniackiego, który okazał się jeszcze większym kłopotem dla samej BiH. Spór dotyczący podziału rosyjskich wypłat został rozwiązany dopiero pod koniec 2016 roku.

Czym są 125 mln dla BiH? To około 1,5% rocznego budżetu kraju – te pieniądze na pewno się przydadzą. Jeszcze w 2015 roku BiH podjęła decyzję [10] o dostarczaniu broni Ukrainie.

Serbia

Przez cały rok Serbia i Rosja aktywnie rozwijały współpracę wojskowo-techniczną. Pod koniec roku Rosjanie przeprowadzili kilka ćwiczeń wspólnie z Serbami:

– lotnicze ćwiczenia BARS-2016 w Serbii

– ćwiczenia „Słowiańskie Braterstwo” pod Belgradem z udziałem Rosji, Białorusi i Serbii.

Właściwie, jeżeli wysyłasz swoich desantowców na ćwiczenia pod samym bokiem NATO, nie warto się dziwić, że mogą ci odebrać Mistrzostwa Świata nawet w skeletonie.

Również pod koniec roku Serbia otrzymała od Rosji w prezencie 6 myśliwców MiG-29, 30 czołgów T-72S i 30 wozów opancerzonych BRMD-2. W prasie od razu napisano o pomocy materialnej dla Serbii w rozmiarze 600 mln euro, w oryginale te informacje w ustach serbskiego premiera Aleksandara Vučića nabrały następującego brzmienia:

„Federacja Rosyjska w ramach pomocy przekazuje Serbii sześć myśliwców MiG-29, pierwsze fazy ich modernizacji będą kosztować nasze państwo od 180 do 230 mln euro. Gdybyśmy kupowali te samoloty według rynkowych cen, potrzebowalibyśmy kwoty ponad 600 mln euro”.

30 czołgów dla serbskiej armii – dużo to czy mało? Na dzień dzisiejszy głównym czołgiem w serbskim wojsku jest M-84 (199 sztuk) – jugosłowiańska wersja T-72. Serbowie mają również czołgi T-72 (13 sztuk). Czołgi T-72S przekazywane Serbom są eksportową wersją czołgu T-72B. Praktycznie sprezentowane czołgi zwiększają moc serbskiej armii o 14%.

BRDM-2 jest najbardziej rozpowszechnionym wozem opancerzonym w serbskiej armii, według Military Balance 2016 – 46 sztuk. Teraz do nich dodano jeszcze 30.

A sześć zmodernizowanych MiG-29 kompletnie zmieniają oblicze Sił Powietrznych Serbii, których główną siłą były stare sowieckie Mig-21 (ponad 20 sztuk różnych modyfikacji) plus jugosłowiańsko-rumuński wynalazek z lat 70-tych SOKO J-22 Opao (27 samolotów różnych modyfikacji). Z nowszych modeli w składzie Sił Powietrznych Serbii są tylko trzy bojowe MiG-29 i jeden ćwiczebny. Z nowymi MiG-29 sytuacja na bałkańskim niebie radykalnie się zmienia, szczególnie w świetle możliwych dostaw BUKów dla Serbii już w 2017 roku. NATO będzie musiało odpowiednio zareagować na zmiany w rozkładzie sił w tym regionie. Lecz najciekawsze jest to, że uzbrojenie Serbii odbywa się kosztem Rosji, która rzuca pieniądze na mityczne przeciwstawianie się z NATO.

Jak by nie było, Rosja sprawiła Serbii prezent za miliony dolarów. Bezpłatne przekazanie broni jest sprytnym krokiem, przecież serbskie wojsko pozostaje w strefie materialno-technicznego wpływu Rosji. Takie prezenty – bezpłatne lub na koszt formalnych kredytów – były praktykowane jeszcze w radzieckich czasach. Przecież jeżeli Rosja nie da broni Serbii, sprzeda ją jej NATO.

Czarnogóra

W Czarnogórze sytuacja już niemal wymknęła się spod kontroli. Po zaproszeniu kraju do NATO w grudniu 2015 roku stopniowo zaczęły rysować się ramy czasowe akcesji. Jak by nie sprzeciwiała się temu serbska i rosyjska dyplomacja, w maju 2016 roku podpisano protokół o przystąpieniu Czarnogóry do NATO. Teraz oficjalnie dla przyjęcia kraju do Organizacji trzeba tylko poczekać na ratyfikację przez wszystkich 28 członków. Oczekuje się, że w połowie 2017 roku Czarnogóra zostanie oficjalnym 29. członkiem NATO (perypetie tego procesu można przejrzeć tutaj [11]).

Z wojskowego punktu widzenia przyjęcie Czarnogóry może nie miałoby sensu, przecież wojsko tego kraju nie przekracza 2000 osób, lecz strategicznie NATO kontynuuje ofensywę na Bałkanach. Nawet przyjęcie Serbii jest kwestią czasu. I wycofanie się Rosji z Bałkanów – również jest kwestią czasu.

Wycofanie się z Czarnogóry będzie szczególnie dotkliwe, przecież wydawało się, że wszystko było załatwione. Rosjanie zainwestowali w gospodarkę kraju $1,4 mld. W całej Czarnogórze mają 50 000 nieruchomości [12]. Rosyjscy oligarchowie (szczególnie Oleg Dieripaska) kupowali nieliczne miejscowe aktywa (aluminiową fabrykę Kombinat Aluminijuma Podgorica oraz boksytową Niksic Bauxite Mine). Lecz kraj wybrał euroatlantycką drogę, a nawet poparł sankcje wobec Rosji.

Niewykluczone, że rosyjskie kierownictwo postanowiło zagrać vabank i przynajmniej w jakimś stopniu zerwać proces rozszerzenia NATO. 16 października w Czarnogórze odbyły się wybory do Parlamentu, główna walka toczyła się między aktualnym premierem Milo Đukanovićem (warunkowo proeuropejski i pro-NATOwski polityk) oraz opozycyjnym „Frontem Demokratycznym” (kierunek prorosyjski).

Sądząc z pierwotnych doniesień mediów [13] w dniu głosowania czarnogórscy funkcjonariusze silowi ogłosili o zatrzymaniu 20 obywateli Serbii, przygotowujących serię ataków terrorystycznych. Mieli strzelać do uczestników mityngu opozycji i sprowokować ją do siłowego przejęcia władzy. Również śledzili przemieszczenia się Đukanovića.

Wydawało się, że jeżeli wmieszani są obywatele Serbii, odpowiedzialność spoczywa na tym kraju, lecz serbscy przedstawiciele natychmiast zaczęli demonstracyjnie pomagać i komentować ten przewrót. Serbski premier Vučić aktywnie komentował [14] wydarzenia, osoby związane z przygotowaniem przewrotu w sąsiednim kraju zostały zatrzymane lub są poszukiwane.

Od początku w całej historii widać było rosyjski ślad. Wśród podejrzanych, których imiona trafiły do prasy, okazało się co najmniej dwóch Rosjan – Eduard Szyrokow i Władimir Popow. Są poszukiwani.

Oleju do ognia dolała wizyta w Belgradzie sekretarza Rady Bezpieczeństwa Rosji Siergieja Patruszewa, sądząc z artykułu w The Guardian, Patruszew przeprosił za nieudaną próbę przewrotu, lecz później temu zaprzeczono [15].

A propos, jeden z uczestników przewrotu Niemanja Ristić był zidentyfikowany na wideo [16] podczas oficjalnej wizyty ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa w Belgradzie. Przypadek?..

Po wygranych wyborach Đukanović nagle postanowił podać się do dymisji i przekazał stanowisko Duško Markovićowi.

Jeżeli wszystko zostało zorganizowane przez Rosję, dlaczego było tak źle wykonane, na tak niskim poziomie? Jeżeli wmieszana jest Serbia, w jakim celu? Jeżeli są to wewnętrzne konflikty czarnogórskie, dlaczego Đukanović podał się do dymisji?..

Jak by nie było, niedługo kraj zostanie członkiem NATO, rezygnacja z nawet hipotetycznego prorosyjskiego kursu jest nieunikniona. Wydaje się, że rozwód z tym bałkańskim krajem odbywa się na wszystkich płaszczyznach – niedawno Dieripaska postanowił podać Czarnogórę do sądu [17] w sprawie aktywów. Tak, kupioną wcześniej fabrykę po prostu zabrano z powrotem.

Bałkańskie wyniki

Jak widać, sytuacja na Bałkanach jest jak zwykle skomplikowana. Im więcej krajów-uczestników – tym ciekawiej obserwować to wszystko z dystansu. Rosja próbuję wywierać wpływ w regionie, lecz coraz drożej ją to kosztuje.

Unia Europejska wzięła aktywny udział w rozwoju bałkańskich krajów, lecz ostatnio jest zajęta własnymi problemami. Chorwacja miała szczęście załapać się na ostatnią falę rozszerzenia UE. Kiedy i czy będzie następna – nie wiadomo,

Chociaż UE uznała Kosowo, z ekonomicznego punktu widzenia tej części Bałkanów jest daleko nawet do najmniej zamożnych sąsiadów. Kwestia integracji Macedonii oraz Bośni i Hercegowiny jest zawieszona, przynajmniej do końca trwającego kryzysu w Unii.

Na tym froncie Rosja mogłaby spróbować stworzyć kolejny gorący punkt dla swoich „zachodnich partnerów” (a nuż się uda?) i wpływać na wybory, zwiększać przeciwwagę do NATO.

Ukrainie powinna obserwować wysiłki byłego rosyjskiego imperium – im więcej pieniędzy zostanie „zainwestowanych” w kolejny geopolityczny thriller na Bałkanach, tym mniej pozostanie na Donbas.

Materiał przygotował Anton Pavlushko [18]

(CC BY) Informacje zostały przygotowane specjalnie dla portalu InformNapalm.org [19], przy przedruku lub wykorzystaniu prosimy o obowiązkowe umieszczenie aktywnego linku do źródła.

Apelujemy do czytelników o rozpowszechnienie naszych materiałów na portalach społecznościowych. Upublicznienie materiałów śledztw może istotnie wpłynąć na przebieg walki informacyjnej i całej wojny.