Żal, żal, Ukraino! Dlaczego Ukraina „przegrywa”, do czego potrzebni są wolontariusze i kiedy należy spodziewać się konkretnego wsparcia Zachodu?
Disclaimer: Ten artykuł nie ma na celu „wyczerpania tematu” a jedynie zasygnalizowanie najważniejszych obszarów w dyskusji….
„Cicha” inwazja rosyjska na Ukrainę jest faktem. Czy Putinowi wystarczą aktualne zdobycze, czy też , biorąc przykład z DNR i LNR, w kolejnych miesiącach, gdzieś z lasów w okolicach Charkowa, Zaporoża czy Odessy wyjdą „niezadowoleni mieszkańcy, traktorzyści i taksówkarze” uzbrojeni w czołgi T-72, GRADy i BUKi?
Ukraina w roku 2014 nie była krajem rozwiniętym – była krajem zniszczonym moralnie i materialnie przez niemalże 100 lat. Pierwsza wojna światowa, rewolucja październikowa, wojna polsko-bolszewicka, wielki głód za czasów ZSRR, atak niemiecki w 1941, kolejne przejście frontu w 1944, prawie 50 lat sowieckiej okupacji i kolejne 25 lat post-sowieckiej oligarchii…
W spadku po sowietach, Ukraina przejęła część arsenału atomowego upadającego ZSRR, którego zrzekła się, przechodząc pod protekcję USA, Rosji i innych mocarstw światowych. Mając gwarancje możnych tego świata, naturalne wydawałoby się ograniczenie armii do minimum. Nikt więc nie podnosił larum, gdy armię zredukowano do jakichś 50.000 żołnierzy, z czego w stanie mniej-więcej gotowości bojowej, było jakieś 5000 ludzi. Jednak, gdyby była to dobrze wyposażona, bitna pięćdziesięciotysięczna armia, wojny na Donbasie by nie było, skończyłaby się w ciągu tygodnia. Jednak przed-majdanowe rządy Ukrainy – skorumpowane, zależne od swoich rosyjskich mocodawców, nie dość że zredukowały wielkość armii, to jednocześnie pozostawiły ją w stanie faktycznego rozpadu – moralnego i logistycznego.
Dlaczego Ukraina „przegrywa” ?
Geografia i armia
Aneksja Krymu była zaskoczeniem – dla nowo rodzącego się narodu ukraińskiego, który odzyskał świadomość po Majdanie, jak i dla świata, który myślał, że w Europie jest wszystko poukładane, a Rosja to może i dziwny kraj, ale jednak jakoś cywilizowany.
Przyjrzyjmy się sytuacji Ukrainy w 2014 a zauważymy natychmiastowe podobieństwo do sytuacji Polski w roku 1939.
W 1939 roku, w przededniu II wojny światowej, Polska była otoczona z trzech stron przez wrogie jej Niemcy (a z czwartej przez ZSRR, również nieprzyjazny, co się okazało 17 września 1939). Jedynie kawałek granicy z Węgrami/Litwą był przyjazny:
- Długość granicy z III Rzeszą (uwzględniając zajętą Czechosłowację, z III Rzeszą mieliśmy granicę na zachodzie, północy i południu): 3017 km
- Długość granicy z Rosją: 1412 km
- Całkowita długość granicy: 5529
(mapa pochodzi z: http://www.schoolshistory.org.uk/EuropeatWar/blitzkrieg_poland.htm)
W 1939 roku, Polska miała gwarancje militarne ówczesnych mocarstw (Francja, Anglia). Wojsko Polskie było mniejsze i dysponowało przestarzałą techniką, w porównaniu do Wermachtu. Strategią Polski w wojnie obronnej 1939 roku, było opóźnianie postępów przeciwnika, tak aby umożliwić aliantom obiecaną akcję zbrojną. Wróg mógł uderzyć wszędzie, więc Wojsko Polskie musiało osłaniać 3017 km granic. Wróg mógł koncentrować się na konkretnych kierunkach, co oczywiście zwiększało jego przewagę w tych rejonach. Jak skończył się rok 1939 – wiemy dokładnie. Polska upadła, kilka miesięcy potem upadła Francja a Wielka Brytania była poważnie zagrożona inwazją, Hitler podbił niemalże całą Europę.
W 2014 roku, Ukraina otoczona jest praktycznie z czterech stron przez Rosję:
- Długość granicy z Rosją: 1576 km
- Długośc granicy z Białorusią (w której stacjonują wojska rosyjskie): 891 km
- Długość granicy z Naddniestrzem (w którym stacjonują wojska rosyjskie): 405 km
- Długość wybrzeża morza czarnego (Flota rosyjska ma absolutną przewagę nad Ukraińską i może zaatakować w dowolnie wybranym miejscu): 1702 km (pomijając w tej chwili 1000km wybrzeża okupowanego krymu).
- Razem granice Ukrainy zagrożone przez Rosję: 4574 km
(mapka pochodzi z serwisu rusi.org – https://www.rusi.org/downloads/assets/UKRANIANMILITARYDISPOSITIONS_RUSIBRIEFING.pdf)
Mamy zatem 4574 km granic (w tym 1700km wybrzeża) które na początku 2014 roku musiała obronić armia o wielkości około 50.000 żołnierzy. Oznacza to około 11 żołnierzy na jeden kilometr granicy.
Jeśli przyjąć za ogólnie dostępnymi źródłami (http://www.globalfirepower.com/country-military-strength-detail.asp?country_id=ukraine), że Ukraina ma 2809 czołgów (z których z pewnością większość jest w stanie nienadającym się do eksploatacji to (przy założeniu że sprawnych jest np. 700 czołgów) – mamy znowu śmieszne 1 czołg na 7 km zagrożonej granicy.
I teraz, tej granicy wciąż trzeba strzec, w czasie gdy na wschodzie trwa niewypowiedziana wojna. A linia frontu ma w tej chwili około 400 km długości i trwają tam intensywne walki. Nawet jeśliby rzucić tam całą armię i odsłonić wszelkie inne kierunki, to mielibyśmy 125 ludzi na kilometr frontu. Prawie by wystarczyło…
Jaką część z 50.000 armii należałoby posłać do walk w Donbasie? Czy należałoby odsłonić przed atakiem przeciwnika Charków, Sumy, Kijów, czy też Równe? A może Odessę? Jeśli zostawimy po 5000 żołnierzy na każdym ze strategicznych kierunków, to się okazuje, że do walk na Donbasie można rzucić jedynie niewielkie siły. Zatem na Donbasie nie jest prowadzona wojna o odzyskanie terytorium, a wojna na wyniszczenie najeźdźcy i opóźnienie jego postępów (w oczekiwaniu na interwencję sojuszników). Dlatego nie widzimy spektakularnych przełamań, manewrów okrążających, etc. (ze strony Ukrainy) bo nie ma komu tego robić. Brak wyszkolonych żołnierzy, słaby, wadliwy sprzęt.
Wiara w sojusze i polityczny PR
Zarówno Polska w 1939 jak i Ukraina w 2014 wierzyła w sojusze. My, Polacy, że Francuzi i Anglicy zaatakują III Rzeszę w przypadku inwazji na Polskę, Ukraina zaś, że USA i inni sojusznicy wesprą ich militarnie na Donbasie i na Krymie. W obu przypadkach, sojusznicy zadziałali podobnie – Francuzi zrzucali ulotki na pozycje Niemieckie za linią Maginota, prezydent Obama zaś jest „bardzo zaniepokojony”, tak mniej więcej od początku 2014 roku.
Oczywiście wydawać się może, że to Obama jest zły (bo nic nie robi) a McCain dobry (bo krzyczy ze on by pomagał). Ale to Obama jest prezydentem a McCain jest kandydatem, więc krzyczy, żeby go było słychać. Jeśli jednak McCain dojdzie do władzy, nic się nie zmieni.
Niemcy są (od czasów II wojny światowej) nastawieni pacyfistycznie – ich armia nastawiona jest defensywnie, odstraszająco, natomiast społeczeństwo niemieckie zdecydowanie nie życzy sobie wojen, zwłaszcza z Rosją.
Francja/Anglia – chętnie powalczą ale tam gdzie mają bezpośredni biznes (ropa, dawne terytoria zamorskie gdzie zainwestowali duże pieniądze)
Poza tym należy pamiętać że to nie jest rok 1939, gdzie w wielu krajach Europy rządy były dalekie od demokracji. Dzisiaj nie ma już polityków-wizjonerów, zastąpiła ich klasa polityków-specjalistów od PR-u. Praktycznie żadna decyzja polityczna nie odbywa się bez wcześniejszego zapoznania się ze skutkami PR-owymi tej decyzji. Decyzja o wsparciu militarnym czy przystąpieniu do wojny jest decyzją niepopularną w większości państw, dlatego też takiej decyzji nie widać, praktycznie nigdzie z wyjątkiem Litwy, która czuje się rzeczywiście zagrożona działalnością Rosji. Do tego, społeczeństwa mają bardzo niskie zaufanie do polityków oraz danych ujawnianych przez służby specjalne – zwłaszcza od czasu otwarcia WikiLeaks.
Co wiedzą rządy zachodnie i czy robią z tego użytek
Dzisiejsza technologia zwiadowcza pozwala na szczegółową identyfikację wojsk przeciwnika i jego ruchów. Wojna na Ukrainie jest istotna dla krajów NATO do zweryfikowania w rzeczywistości swoich metod wywiadowczych, sprawdzenia ich na polu boju… Jest ich wiele, ale weźmy dla przykładu zwiad satelitarny.
Armaty 76mm ZIS-3 widziane w Google Earth
Czołg T-34 i samochód osobowy widziany w Google Earth
Czołgi Abrams i inne pojazdy (Bing)
Wg. regulacji USA, dozwolone jest udostępnianie zdjęć satelitarnych o rozdzielczości 40cm. Najnowsze satelity „prywatne” (jak Digital Globe) pozwalają na policzenie dachówek na dachu twojego domu (rozdzielczość 30cm). Co potrafią satelity szpiegowskie? Dokładnie nie wiemy, ale zakładając że mają rozdzielczość 10cm, są w stanie spokojnie policzyć ilość płytek pancerza aktywnego na czołgu separatystów, określając czy jest to T-64 czy T64M. Do tego jeszcze zdjęcia w podczerwieni, ultrafiolecie i inne tego rodzaju nowinki techniczne. Nad wschodnią Polską, Rumunią (a pewnie i Morzem Czarnym) lata AWACS, który spokojnie wykrywa wszelkie rosyjskie drony. Skoro jest oprogramowanie rozpoznające twarze czy odciski palców, nie wątpię że Amerykanie mają oprogramowanie masowo przetwarzające zdjęcia z portali społecznościowych i newsów online i wiedzą dokładnie z czym/kim mają do czynienia.
Informacje podawane na naszych portalach przez wolontariuszy są istotne, bo uzupełniają wiedzę wywiadu, ale same z siebie nie są najistotniejszym źródłem informacji.
Jaki użytek robią z tego rządy zachodnie – zobacz w sekcji „Czy i jak Zachód pomaga”.
Po co komu ochotnicy?
Jak już wspomniano, mamy dwa wielkie problemy:
- Słabą, nieliczną i średnio wyposażoną armię ukraińską
- Polityków działających pod dyktando PR-u
Rola ochotników jest istotna na dwóch kierunkach – po pierwsze potrzebujemy wojowników – dobrych, zdeterminowanych i wyszkolonych żołnierzy, którzy będą w stanie stawić czoła agresorowi. Na Ukrainie takich sporo. Ale nie o tym ten artykuł.
Ważniejsi są ochotnicy na froncie informacyjnym.
Dlaczego? Nikt dzisiaj nie wierzy politykom: Wiki Leaks, więzienia CIA, niby-broń jądrowa w Iraku – powodów mamy wiele. Politycy rozpoczną otwarte działania dopiero wtedy, gdy opinia publiczna tego właśnie będzie żądać. A kto może tą opinię publiczną „urobić” – tylko niezależne media, ochotnicy (i do pewnego stopnia media państwowe, o ile zrobią to delikatnie).
Warto zwrócić uwagę – portale społecznościowe, twitter, strony wolontariuszy ukraińskich (Informnapalm, Inforesist) są bardzo aktywne, bardzo krytyczne, wzywają pomocy, jawnie określają agresora od samego początku. Media państwowe zaś cały czas stopniują dramatyzm, podążając raczej za mediami niezależnymi niż kreując politykę, odpowiadając na bieżące odczucia społeczne.
Niezależne organizacje takie jak BellingCat, InformNapalm, eskperci jak Irakli Chomakidze są potrzebni nie dla armii, ale dla budowania PR-u. Chociaż trzeba przyznać że istnieją także woluntariusze, czy żołnierze którzy często robią Ukrainie „niedźwiedzią przysługę” potępiając w czambuł działania dowódców czy polityków. Działają oni bowiem w innej przestrzeni informacyjnej i z ich perspektywy – pewne kroki wydają się bezsensowne, podczas gdy – uwzględniając inne informacje – były konieczne i uzasadnione.
Przykład z życia: Debalcewo: porozumienie Minskie zakładało zaprzestanie ognia, wycofanie ciężkiej broni, a tutaj nagle atak separatystów na Debalcewo. Były dwie opcje – trzymać Debalcewo i bronić się, albo się wycofać na samym początku, gdy przejście było bezpieczne. Ale jakby się Ukraina wycofała to pokazałaby słabość a separatyści zajęliby „ziemię niczyją”. Ale gdy się broniła, to pokazała się jako skuteczny obrońca, wyeksponowano rosyjską broń i żołnierzy – dzięki temu na 100% rozwiano wątpliwości – kto jest zły –> separatyści, kto ich broni i zbroi –> Rosja Putina.
Debalcewo służyło po prostu budowaniu opinii publicznej, pokazało że „nam zależy na pokoju, im zależy na wojnie”. I swoją rolę spełniło. Ciekawe tylko czy nie rozpłynie się w czasie tak jak sprawa zestrzelenia MH17.
Należy pamiętać, że Kraje zachodnie ruszą się wtedy, kiedy interes będą widziały w tym ich społeczeństwa. Zatem potrzeba nam jak najlepszego PR-u, należy pokazywać czym naprawdę jest polityka Rosji, kim są tzw. separatyści i o co chodzi ich sponsorom, unikać zaś krytykanctwa, szukania winnych, informacji zmyślonych i nastawionych na sensację. Wyważona i prawdziwa informacja, zwłaszcza dobrej jakości materiały video działają lepiej niż okrzyki i panika! Zwłaszcza że sporo z tych panikarskich zachowań jest sponsorowanych przez Rosję!
Jeśli decyzja o wsparciu Ukrainy przez państwa zachodznie będzie podjęta „na wniosek społeczeństwa” i w miarę blisko wyborów, to polityk ma szanse na reelekcje. I to wszystko. Zwycięzców się nie osądza.
Ważne daty:
– wybory w Wielkiej Brytanii – 7 maja 2015, Dawid Cameron ubiega się o reelekcje, czy zdecyduje się na mocne kroki?
– wybory prezydenckie w USA – koniec 2016 (ale to druga kadencja Obamy, bez prawa do reelekcji, więc może będzie chciał zaistnieć jako „twardy” prezydent, może tego od niego wymagać partia demokratyczna, która nie chce przegrać kolejnych wyborów, a już straciła większość w kongresie na rzecz wojowniczych republikanów)
– wybory prezydenckie we Francji: – 2017 (czyli daleko…), poza tym Francja wciąż liczy na Mistrale…
Wniosek – należy lobbować w Anglii oraz USA 😉
Czy i jak Zachód pomaga?
- Dostawy broni, wyposażenia
Należy się spodziewać, że istnieją 2 kanały wsparcia zachodu dla Ukrainy.
– kanał pierwszy, oficjalny – broń „niezabijająca” (non-lethal weapon) – mamy tutaj wszelkie wsparcie w postaci butów, kocy, pożywienia, lornetek, ubrań, noktowizorów, radarów wykrywających ostrzał wroga, etc.). Tutaj oficjalnie pomaga wiele krajów i te dane są publiczne.
– kanał drugi, nieoficjalny, przez pośredników – wiele krajów już pomaga Ukrainie, ale działają „tylnymi drzwiami”. Np. Arabia Saudyjska nie może istnieć bez USA. Więc Ukraina kupi broń od Arabii Saudyjskiej (albo innego sojusznika USA). Litwa dostarcza broń Ukrainie (ale skąd na Litwie tyle broni?) – prawdopodobnie inne państwa dostarczają broń na Litwę (dawne kraje Paktu Warszawskiego, przezbrajające się na standardy NATO), a stąd trafia ona na Ukrainę.
Trzeba tez pamiętać, że tak naprawdę, to Ukraina potrzebuje tylko specjalnych rodzajów broni – inteligentne pociski sterowane (rakietowe), urządzenia do zwiadu (drony, noktowizory, radary artyleryjski). Jeśli chodzi o broń strzelecką i amunicję (a nawet broń pancerną czy artylerię) to tego mają w dostatku, chociaż niekoniecznie w dobrym stanie.
- Informacje zwiadowcze
NATO posiada zaawansowaną infrastrukturę zwiadowczą. Wspomniany wywiad satelitarny ale także inne formy, dostarczają mnóstwa informacji. Oczywiście nie wszystkie są udostępniane Ukraińcom (a w szczególności nie te źródłowe, tylko już opracowane, przetworzone), ale można się spodziewać, że główne decyzje strategiczne są konsultowane z NATO. Oczywiście nie można kontrolować każdego elementu, jak to na wojnie (stąd np. najpierw informacje o zamknięciu kadyrowców w podziemiach a potem podminowanie terminalu lotniska w Doniecku i porażka cyborgów) ale np. decyzja o utrzymywaniu Debalcewa i decyzja o odwrocie z worka z pewnością była dyskutowana na najwyższym poziomie. Na niższym poziomie nie można wykluczyć przekazywania informacji/koordynat o miejscach zgrupowania przeciwnika (czyli atrakcyjnych celach dla artylerii.) Stąd też mogą pochodzić informacje o stratach przeciwnika (bo jakżeby inaczej mieli Ukraińcy stwierdzić, że zginęło 50 separatystów i 4 czołgi). Oczywiście część informacji pochodzi ze zwiadu własnego, ale znając Amerykanów, bez podglądu z satelity/dronów/AWACS (być może NATO-wski AWACS lata nawet nad Ukrainą) ani rusz. Podsumowując, państwa NATO w miarę dokładnie wiedzą co się dzieje, Ukraina ma wgląd w część tych informacji.
- Sankcje, naciski gospodarcze czyli „miękka wojna” z Putinem
Oczywistym jest, że sankcje uderzają w Rosję. I sankcje te nakłada Zachód. Co ciekawe, Zachód nakłada sankcje na Rosyjskiego agresora o wiele chętniej niż Ukraina, ale to już inna historia.
Warto też zdać sobie sprawę z tego, że spadające ceny ropy to nie jest efekt przypadkowy. Jak wspomnieliśmy, wiele reżimów bliskowschodnich nie przetrwałoby bez wsparcia USA. A wsparcie USA kosztuje. Zapewniając sobie niezależność energetyczną (złoża łupkowe) USA może wywierać większe naciski na swoich sojuszników na bliskim wschodzie. Zwiększenie wydobycia powoduje niższe ceny co się odbija na sytuacji finansowej Rosji (a nie zapominajmy, że również przy okazji USA załatwi kwestię Wenezueli i innych krajów regionu, które żyją z drogiej ropy i mają skłonności do przyjaźni z Rosją).
Arabii Saudyjskiej i innym krajom Zatoki Perskiej starczy ropy na dziesięciolecia, więc kilka „chudych” lat ich nie zabije, a groźba ataków ze strony fanatyków czy rewolucjonistów islamskich jest realna. Mamy tutaj więc transakcję wiązaną- z jednej strony Arabia Saudyjska pomaga USA (niszcząc gospodarkę Rosji tanią ropą), USA pomaga Arabii (niszcząc ISIL). W ten sposób USA osiąga swój cel, prowadząc łatwą, zdalną wojnę na pustyniach bliskiego wschodu rękami fanatyków islamskich, Syryjczyków, Irakijczyków i Kurdów.
Nie należy zatem spodziewać się zakończenia konfliktu na Bliskim Wschodzie wcześniej, niż nie zostanie zakończony konflikt na wschodzie Ukrainy. Chyba że Rosja padnie wcześniej i przestanie dostarczać broń ISIL. Ale to raczej mało realne marzenie.
Podsumowanie:
Wiemy (jako społeczeństwo) może 20-30% tego co się dzieje. Pełny obraz sytuacji mają tylko rządy i wywiady państw, a rozgrywającym nie jest Putin, ale Obama (choć Putin tego jeszcze nie wie). Ale politycy nic nie zrobią bez zgody społeczeństw. Pomoc dla Ukrainy nadchodzi, ale stopniowo i po cichu. Dla zintensyfikowania działań państw zachodnich, potrzeba wygrać wojnę informacyjną, sprawić aby prawda o działaniach zbrodniczego rządu Putina dotarła do społeczeństw zachodnich – to jest zadanie dla wolontariuszy, takich jak informnapalm, euromaidanpr czy inforesist. Ważne jest jednak, aby były to skoordynowane, profesjonalne działania, bez paniki i fałszywych informacji.
Ważna jest także jedność społeczeństwa Ukraińskiego – najgorsze co może Was spotkać, drodzy przyjaciele, to rozłam, kłotnie i walki wewnętrzne – woda na młyn Putina. Potrzeba Wam zgody narodowej, wielkich reform i wyrzeczeń. I czasu. Ale razem zwyciężymy.
*sprawdzone redaktorem




